
Horoskop opisywał rok jako wyjątkowo szczególny, czas upadku wszystkich niemal wartości
i prób szukania sposobu na wprowadzenie jakiegoś porządku w ogólny chaos. Rozpocząłem
wykonywanie ćwiczeń oddechowych. Z początku, towarzyszący im efekt wychłodzenia uderzał
we mnie niespodziewanie i niszczył moją koncentrację. Wypadałem z rytmu i musiałem zaczynać
wszystko od początku. Oddychanie zgodnie z rytmem tykania metronomu, nastawionego
początkowo na sto sześćdziesiąt kliknięć na minutę, spowodowało intensywne, lecz raczej
nieprzyjemne dreszcze. I nie byłem nawet pewien, czy wychłodzenie nie było skutkiem napięcia,
wywołanego próbami dostosowania się do rytmu instrumentu, lub jeszcze gorzej, podświadomą
obawą, że metronom pominie kiedyś jedno kliknięcie. Przełamałem tę monotematyczną obsesję
otaczając się gromadą stu metronomów, z których każdy tykał z inną częstotliwością. Na
początku ten klekot był przytłaczający. Mój słuch wyławiał dźwięk to jednego, to innego
metronomu, nieustannie dostosowywałem swój wdech i wydech do nowych danych. Stopniowo,
kilka metronomów zaczynało zwykle uzgadniać zbliżone tempo, szybkie zwalniały a powolniejsze
przyśpieszały, osiągając kompromisowy rytm, który wybijał się z hałaśliwego tła,
przyciągając do siebie coraz większą liczbę wahadeł, a w końcu i mnie samego, ku zaklęciu,
od którego nie było ucieczki, aż wreszcie wszyscy działaliśmy synchronicznie.
Byłem bardzo zadowolony widząc Annę wśród moich przyjaciół, którzy zgodnie przyjęli me
zaproszenie i przyszli na premierę nowego przedstawienia, jakie chciałem im zaprezentować
w moim mieszkaniu, tym razem z nieco okazalszą ścianą, repliką fragmentu muru z Pompeii.
Na krótko przed pokazem, drabina diodowych laserów, które oziębiły ścianę do niezwykle
niskiej temperatury, została usunięta, a sześć kamer wideo rozmieszczono tak, by rejestrowały
wydarzenie pod różnymi kątami. Goście mogli przemieszczać się swobodnie; lustra umożliwiały
im równoczesną obserwację ściany ze wszystkich stron; nie było żadnych parawanów.
Stałem nagi przed ścianą. Oddech przyśpieszał do tempa podawanego przez siedemnaście ścigających
się metronomów, temperatura mojego ciała spadła. Dygocząc postąpiłem w stronę ściany. W momencie
gdy zsynchronizowałem oddech z rytmem metronomów, zostałem wyrzucony naprzód i wynurzyłem się
po drugiej stronie. Przez około dziesięć sekund szarpało mną w przód i w tył, pojawiałem się
równocześnie po obu stronach ściany w przedziale ponad dwóch stóp, istniejąc jako dwie
oddzielne osoby.
Moment zatrzymania metronomów był precyzyjnie ustalony, co miało kluczowe znaczenie dla
scalenia mej podwójnej postaci i jej pojawienia się poza ścianą. Uwięziony w ścianie,
mógłbym w mgnieniu oka zamarznąć na śmierć. Niezależnie od tego niebezpieczeństwa,
upadek był zawsze groźny i nigdy nie wyglądałem najlepiej po wykonaniu sztuczki.
Nie inaczej było i tego wieczoru. Wyszedłem triumfujący, posiniaczony i z odmrożeniami,
w bólu, jakby drut kolczasty, naciągnięty między odbytem a ustami, skręcał się w moim ciele.
Brudne talerze zostały na sofie, biały ryż rozsypał się po narzucie. Strzepnąłem ziarenka dłonią.
Były gorące, sycząc stopiły leżące na podłodze kawałki styropianu z opakowań. Jakieś zwierzę
pisnęło z bólu i zaszeleściło w płatkach styropianu, przemieszczając się w górną część wizji.
Ciemna, pokryta futerkiem głowa, może szczur, pojawiła się - w tym momencie obraz stracił
ostrość - i zmieniła się w coś, co wyglądało trochę jak pokryta włosami twarz maleńkiego dziecka,
wykrzywiona płaczem.
Twarz powoli zniknęła, pozostał tylko płacz, który trwał jeszcze jakiś czas,
nim nie wessała go obracająca się, niewielka czarna dziura. Kiedy wir osiągnął odpowiedni rozpęd,
znajdujące się w pobliżu przedmioty, styropian, szkło i metronomy, zaczęły krążyć i wnikać
w turkusowy pas, który uformował się wokół ziejącej pośrodku nicości. Nagle, dysk zakołysał się
i rozpadł, pozostawiając w przestrzeni lukę o średnicy około trzech stóp. Pustka natychmiast
wypełniła się i miejsce znowu wyglądało zwyczajnie, jeśli nie liczyć błękitnego słońca,
które zawisło pomiędzy mną a pompejańską ścianą.
|