Artysta kreując wirtualne przestrzenie i obiekty, definiuje punkty brzegowe ich istnienia i funkcjonowania. Wyobraźmy sobie na przykład, trójwymiarową przestrzeń graficzną, w której chcemy umieścić dowolny obiekt. Określamy proporcje wymiarów obiektu, informacje na temat jego umiejscowień w przestrzeni, różnych stanach, teksturach i kolorach, etc. Niezdefiniowane pozostają wszelkie modulacje, przejścia i transformacje pomiędzy jednym wytyczonym granicznym punktem a drugim. Tworzy to nieskończenie wiele prawdopodobnych kombinacji zdarzeń. Podobnie w przypadku opracowywania warstwy muzycznej kreacji. Artysta może zdefiniować: skalę, charakterystyczne figuracje i zwroty melodyczne, współbrzmienia, rodzaj kontrapunktu, instrumentację i barwy dźwięków, względny i bezwzględny czas przemian. Innymi słowy - wprogramować do pamięci komputera interaktywną, obszerną i szczegółową partyturę. W momencie ostatecznej materializacji wszystkich elementów i warstw wirtualnego dzieła, muzycznych i graficznych - ich projekcja może być uzależniona od zmiennych i prawdopodobnych impulsów: ich wzajemnej interakcji a także zewnętrznych sygnałów. Wirtualne twory mogą ulegać swobodnym przekształceniom w różne prawdopodobne formy, poruszać się w wytyczonych granicach oprogramowania - mogą też być sterowane przez autora impulsami, odbieranymi przez komputer na przykład poprzez różnego rodzaju sensory: reagujące na światło, zmiany w polu elektromagnetycznym, częstotliwość dźwięków, lub jakikolwiek sygnał-komendę. Możliwość niemal sensualnego kreowania cyfrowego dźwięku lub obrazu w trakcie ich projekcji - przywodzi na myśl instrumentalne tradycje wykonawcze, nieco jednak wyzwolone z wirtuozowskiej ekwilibrystyki ciała instrumentalisty. Chociaż "statyczna" pamięć komputera kojarzona jest z zapisem reprojektowanym z dokładnością co do jednego bita, to komputery aktywnie interpretujące programy-cyfrowe partytury, są maszynami znakomicie nadającymi się do tworzenia zdarzeń przypadkowych. Przy okazji występu Jarona w galerii, chciałabym podzielić się wrażeniami z dwóch performances, o których wspomniałam. Jedną z kompozycji Laniera, w której wykonaniu miałam okazję uczestniczyć dwukrotnie, jest "Flet poprzeczny". Tak jak i kilka innych utworów z performence "One man show", składa się ona z trzech podstawowych planów: głosu solowego, jaki przeznacza Jaron na ogół tradycyjnemu, akustycznemu instrumentowi; głosu cyfrowego akompaniamentu, moderowanego przez artystę w czasie rzeczywistym; oraz trójwymiarowej grafiki, wchodzącej w interakcję z sygnałami z obu źródeł dźwięku. Graficzna wizualizacja utworu, to fantastyczny, młoteczkowo-strunowy mechanizm instrumentu, w formie przypominającej tarczę zegara, obracającą się w poziomej i pionowej osi. Dwa, niczym wskazówki, centralnie osadzone ramiona instrumentu, animują mechaniczne młoteczki na okręgu, i wraz z umieszczoną w samym centrum tarczy membraną z kawałka wirtualnego drewna - poruszają się równolegle z docierającymi do słuchaczy dźwiękowymi odpowiednikami. Pierwsze wykonanie "Fletu poprzecznego", jakie usłyszałam i zobaczyłam, było improwizacją - skoncentrowaną przede wszystkim na walorach akustycznych i nastroju - artysty grającego na irlandzkim flecie drewnianym w dużej, wybrzmiewającej sali. Wrażliwie, nieco nostalgiczna prowadzona linia melodyczna, skontrastowana w środkowym odcinku z, jakby miniaturowym refrenem, czy może nagle ożywionymi krokami figury tanecznej - jednoznacznie odwoływała się do muzyki ludowej. Cyfrowy akompaniament, nieśmiało wzbogacał monodyczny wątek szarpnięciami od czasu do czasu burdonowych strun, w myśl prostej, ludowej harmionii. Graficzny mechanizm wirtualnego instrumentu, współreagował równie leniwie, jakby wsłuchując się w echo każdego dźwięku. Było to niezwykłe wykonanie, aczkolwiek sądzę, że dostępna tego wieczoru artyście baza techniczna i osłabienie jakości projekcji silnymi reflektorami, odbiły się z pewną stratą na wyeksponowaniu wirtualnych walorów kompozycji. Drugie znane mi wykonanie - nie ukrywam, że bliższe - porównałabym do techniki concertare (współzawodniczenia głosów). Wirtualny akompaniament wraz z wirtualną grafiką - przyjęły równoprawne, a nawet wiodące role, w stosunku do fletu. Akompaniujące, cyfrowe organy, wyprzedziły pierwszymi dźwiękami głos solowy, rozpoczynając dialog i dyktując do końca tempo oraz charakter wykonania. Bogate brzmienia, gęsta faktura i kinetyka akompaniamentu - w tym wypadku rozbudowanego kontrapunktu - dały podstawę przekształceniom ludowej melodii fletu, w motoryczny, zwarty temat, niemalże prosto z organowej fugi Bacha. Trzy warstwy w polifonicznym współzawodnictwie: gęsta klawiszowa faktura, dźwięki irlandzkiego fletu i trójwymiarowa wizualizacja graficzna - wyraziste, barwne i iluzja przestrzeni - zjednoczyły się w wielowątkowy, wirtualny mechanizm fantastycznego instrumentu. W miarę obniżania się cen technologii VR, tworzenie i publiczne prezentacje sztuki, z pewnością wykorzystywać będą generowanie w rzeczywistym czasie efektów wynikających z programów. Według słów artysty - utwór "Flet poprzeczny" jest kompozycją absolutnie zdeterminowaną: "Jeżeli zagram dźwięki w taki sam sposób, uzyskam takie same efekty na ekranie. Oczywiście, nie jest możliwe zagranie dwa razy dźwięku w taki sam sposób." Artysta może nauczyć się rozpoznawania i kontrolowania efektów. Ta umiejętność oraz precyzyjne określenie paramertów, jak widać na przykładzie wykonań "Fletu poprzecznego", nie ogranicza przypadku i swobody kreacji, przeciwnie: pozwala artyście, bez straty dla atrakcyjności spaktaklu, elastycznie operować materią. Kolejne transformacje kompozycji inspirujące są przez to niepowtarzalną i prawdopodobną przewidywalnością - nieprzewidywalnością. Nieprzewidywalnością, która uczy i rozwija każdego dnia. Marzenna Donajski
Jaron Lanier: One Man Show |
BIOGRAPHY | CONCERT & MUSIC | JARON IN GALLERY | ABOUT JARON'S SHOW |
![]() |
|
WELCOME | TABLE OF CONTENTS COPYRIGHT © 1995-7. ALL RIGHTS RESERVED |